I znowu dorwałam stary mebelek, i znowu wymyśliłam sobie robotę, i znowu mam coś "nowego"...
To krzesełko wyglądało... dziwnie! Tak, to jest dobre określenie. Bo było w kolorze niby zielonym, niby niebieskim, oczywiście farba już się łuszczyła i z pod spodu wychodziła jeszcze jakaś, przepięknej urody, farba w kolorze żółtym! Normalnie - elegancja, Francja...
Szczerze, to nie miałam sił do zdzierania tych warstw, ale... jak już mam, to trzeba coś z tym zrobić, przecież. Trochę papieru ściernego poszło i przy okazji, można było zapomnieć o ładnych paznokciach... :)
Ale teraz, to się ciesze z tego małego krzesełka i zdobi moją kuchnie. W zależności od humoru, trzymam na nim różne moje przydasie... Nie malowałam całego na biało, bo taką wizje miał "artysta" :))))) Ale poszalałam i wydrapałam na oparciu serduszko, które fajnie gra z poprzecieranym siedziskiem.
Pokaże wam kilka fotek :)))))
Dziękuje wam, dziewczyny, że tak wytrwale mnie odwiedzacie i zostawiacie tyle miłych słów :))))) Dzięki bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo :))))) |
Wydrapane serduszko to był strzał w dziesiątkę - dodało krzesełku uroku :) Opowieść o makach rozkoszna :) szkoda, że są tak nietrwałe, bo bardzo je lubię i też kiedy je spotykam, nie mogę im się oprzeć. Tylko o dotransportowanie ich do domu bez szwanku raczej trudno :)
OdpowiedzUsuńA najpierw zrobiłam krzesełko bez serduszka. Stało kilka dni... chodziłam koło niego i przyglądałam się... czegoś było brak... I na szczęście wpadło mi do głowy takie serduszko :))))
Usuńjest wspaniałe ..a to serduszko to taka wisieńka na korcie:-)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko
A tak bałam się, że go nie równo wydrapie... ale jakoś poszło :))))
Usuńkrzeselko sliczne, najlepsze w nim to serduszko i te...okucia!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńOkucia są ekstraśne!
Usuńi krzesełko i maczki cudne:)))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie
dzięki :)))))
UsuńKrzesełko wyszło pięknie,a maki.... hmmm pochwała dla męża za taki gest :)
OdpowiedzUsuńbukiet maków - rozczulający... :)
Usuńnoooo z tym serduszkiem to bajka! piekne krzeselko!
OdpowiedzUsuńTak mi się spodobało, że już kombinuję, co tu jeszcze zrobić z takim serduszkiem... :))))
Usuńwyszło świetnie!!!
OdpowiedzUsuńDzięki ogromne :)
UsuńBardzo udana metamorfoza krzesełka.Było trochę pracy ale opłaciło się - krzesełko jest piękne.Maki są nietrwałe ale liczy się gest męża i brawo dla Niego.Pozdrawiam i miłej niedzieli.
OdpowiedzUsuńTo tak zawsze jest z tym odnawianiem mebelków... harówa, jak nie wiem co, ale efekt jest tego wart :)
UsuńPozdrawiam cieplutko :)
Noooo! Szacun! Krzesło wygląda kosmicznie! Serduszko dadało mu uroku. Super pomysł z tym jego wydrapaniem. Mąż-makowiec... eh, no facet mógł nie wiedzieć o delikatnej naturze tych kwiatów, ale po prostu gest rozczulający. Mam pytanie - gdzie można kupić taką drewnianą szczotkę do mycia naczyń? szukam już jakiś czas po sklepach i nie mogę znaleźć... No chyba, że na allegro, bo tam jeszcze nie szukałam...
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli! Pozdrawiam!
Oj kobietko, ja już nie pamiętam gdzie ją dorwałam, bo mam ją parę ładnych lat... Ale ostatnio, przy okazji zakupów w Poznaniu, gdzieś taka mi mignęła... Jak sobie przypomnę, gdzie widziałam, to dam znać :)
Usuńale twój mąż jest romantyczny :)
OdpowiedzUsuńzdarza mu się... :)))))
UsuńNajgorzej - zacząć... a potem już idzie samo... jak nałóg :))))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Rozbawiła mnie mężowska przygoda :)))
OdpowiedzUsuńA swoją drogą, to nie wiedziałam że już sezon maczkowy :))) Tak kocham te kwiaty :)
On też mnie rozbawił... Szkoda, że nie widziałaś go jak szedł z makami, które miały już mocno pochylone główki i jeszcze po drodze leciały z nich płatki na trawę... a on taki zadowolony i uśmiechnięty... :))))
UsuńSzlak z paznokciami, odrosną - to serduszko jest piękne!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńŚlicznie to wszystko wygląda...
A czeka mnie jeszcze stary kredens... o ludku... aż się boję za niego zabierać... :)
UsuńWitaj-ale piękne te Twoje prace. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoich bliskich
OdpowiedzUsuńDziękuje bardzo... miło, że wpadłaś :)
UsuńPozdrawiam cieplusieńko :)))))
Krzesełko wyszło super!!! I widzę, że masz moje wymarzone płyteczki :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko!!!
o... ja o tych płyteczkach marzyłam trzy lata, aż bałam się, że zanim dojdzie do tego żeby je położyć, to przestaną je produkować :) Ale na szczęście poczekali za mną :) Są świetne!
UsuńPozdrawiam :)))))
serduszko mnie powaliła - no rewelacja! lubię takie klimaty ;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki, kobietko :) Ja też jestem bardzo zadowolona z tego, jak jedno serduszko może ubrać mebelek :)
UsuńPozdrawiam cieplutko :)
mam takie krzesło do przerobienia,może wpadniesz?;)))))
OdpowiedzUsuńcudne jest!
Ok, to wpadnę... A dobre ciacho do kawy masz ? :))))
Usuńjaki piekny gest ze strony męża ja uwielbiam maki i chabry :))
OdpowiedzUsuńa krzesełko cudne!
Rozczuliłam się... nie powiem :)))))
UsuńJa chabry też uwielbiam. Jak jest "sezon", to idę w pole i nie wracam póki nie nazbieram takiego ogromnego pęku, żeby mi nie mieścił się już w rękach... :)))
Kurko, przepiękne to krzesełko!
OdpowiedzUsuńCzy serduszko wydrapalaś już po wyschnięciu farby? I czym to zrobilaś?
(Chyba nie paznokciami ;P)
Paznokciami... hi, hi... dobre! :)))))
UsuńA tak na poważnie, to wydrapywałam go już po wyschnięciu farby. Najpierw narysowałam delikatnie ołówkiem, a potem powolutku zdrapywałam po tym śladzie nożyczkami. Stwierdziłam, że wyszedł za cienki kontur, więc wewnątrz wydrapałam jeszcze jedno i powstało co powstało - takie grubsze serduszko. I taka oto cała filozofia mojej "ciężkiej" pracy :)))
Pozdrawiam :)
Krzesło jest śliczne. Podziwiam Cię za włożony trud:)
OdpowiedzUsuńDzięki! Przede mną jeszcze stary kredens... Strach się bać...:))))
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Piękne to krzesełko! A taki Mąż to skarb - ukradł dla Ciebie na chwile trochę czerwca:D
OdpowiedzUsuńi to takiego pięknego czerwca... :)
UsuńPięknie sobie na tym blogu kombinujesz. Bardzo mi się podoba. Dodaję do obserwowanych i zostaję na dłużej. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńMiło mi kobietko bardzo, bardzo!
UsuńPozdrawiam cieplutko :)
Zakręcona kurko, kobieto kochana! Cudne krzesełko wyszykowałaś, takie niewinne, dziewczęce! Pewnie sporo tej małej dziewczynki w Tobie... :) A wiesz przecież, że to bezcenne!
OdpowiedzUsuńA Twojego faceta widzę oczami wyobraźni jak w tym zbożu makami przesypanym po kolana brodzi, jak z auta wysiada płatkami sypiąc i do Ciebie biegnie! Gdzieś Ty dziewczyno takiego mężczyznę znalazła co maki w polu rwie dla Ciebie...??? Cudowne!!! :) Wiesz..., chyba Ci pozazdrościłam?! ;D
Buziaki!
dominika
Oj Dominiczka, masz rację... maki, to było coś!!! Uwielbiam takie niespodzianki najbardziej!
UsuńBuziaki :)
Fajne krzesełko wyczarowałaś, wygląda super! A te maki od męża... oho ho :) Teraz wiem dla kogo wydrapałaś to serce :)) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńmaki zrobiły swoje... :))))
UsuńPowinnaś pokazać krzesło przed metamorfozą, bo Ci nie uwierzymy, że tak bardzo się napracowałaś, a efekt jest wspaniały!
OdpowiedzUsuńWiesz, jak to jest... Naglę dopada cię ochota coś zrobić i jedziesz z tym koksem równo, a dopiero, jak jest prawie gotowe, to myślisz, ale dlaczego ja nie zrobiłam fotki z przed...? Nie wiem, jak ty, ale ja mam tak często... Może jestem zakręcona... ? :)
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Pięknie wyszło krzesełko,ja niedawno też podobne odnawiałam,,i też się nieźle przy nim namęczyłam,chociaż w efekcie aż tak mocno nie widać:)))))))))))))))
OdpowiedzUsuń